Jak nam powszechnie wiadomo agencja pr, nie zajmu się wyłącznie promowaniem marek przedsiębiorstw i producentów. Właściwie normą stało się wykorzystywanie public relations w polityce. Pojawiają się głosy, które są temu przeciwne, aby zaufanie do polityka budować na sztuczkach marketingowych, a nie na prawdziwej rzetelnej informacji, czy debacie politycznej, dotyczącej kwestii merytorycznych. Zastanawiające jest też to, ze my jako wyborcy sami płacimy za to, ze kandydujący lider polityczny, czy partia, buduje swój wizerunek i przeznacza masę środków na takie instytucje jak agencja pr.
Rodzi się pytanie czy jest to niezbędny wydatek w kampanii politycznej i czy nie lepiej by było dla wyborcy, gdyby polityk był zmuszony do szczerej debaty i opowiedzenia o swoich poglądach, niż skupiał się na tym jakie robi wrażenie, jakie gesty wykonuje, czy w co jest ubrany. Niestety wygląda na to, że zaprzestanie tego typu praktyk jest niemożliwe. Polityk doskonale zdaje sobie sprawę z tego jak wiele traci mając gorszy wygląd. A każda agencja PR przyzna, że ludzie chętniej słuchają ładnie ubranego polityka i bardziej mu wierzą, niż mądremu ale gorzej ubranemu erudycie.